Rozłożyliśmy AURA One na czynniki. Każdy z nich odpowiada na jedno pytanie: jak zmieścić moc w czymś, co wygląda jak zwykłe okulary.
Nie ekran przed okiem. Światło z samoświecących diod micro-LED wpada w płytkę szkła cieńszą niż karta kredytowa i zakręca — odbicie po odbiciu — aż trafi w źrenicę. Pełny kolor, czytelny w słońcu.
Kamery gestów, mapa pomieszczenia w czasie rzeczywistym. AURA One rozumie, gdzie jest stół, ściana i Twoja dłoń — i kotwiczy w nich treść, która zostaje na miejscu, gdy się odwrócisz.
Render foveowany liczy w pełnej ostrości tylko to, na co patrzysz — reszta sceny dostaje tyle, ile potrzebuje. Dlatego mocy i baterii starcza na dzień, nie na demo. Przesuń kursor po kadrze — tak podąża ostrość.
Ogniwa rozłożone w obu zausznikach, magnez i tytan tam, gdzie ciężar czuć najbardziej. Na nosie zostaje mniej niż jedna trzecia masy. 54 gramy, które po godzinie przestajesz zauważać.
Przewiń — części wracają na miejsce. W przedmiot, którego nikt nie zauważa. I o to chodziło.